
W rodzinnym domu
| W poszukiwaniu drogi
| Sługa Jezusa
Na przełomie
| Tworzenie nowego Zgromadzenia
Na granicy wieczności
| Serdeczna pamięć

18.06.1863 – narodziny 
25.06.1863 – chrzest w kościele parafialnym w Lubowidzu
09.1875 – śmierć matki 
ok. 1880 – ucieczka z domu 
08.12.1886 – rozpoczęcie nowicjatu w Zgromadzeniu Sług Jezusa 
08.12.1889 – pierwsza profesja w Zgromadzeniu Sług Jezusa
od 10.04.1889 – przełożona w Lublinie
koniec 1892 r. – rewizja policji carskiej, nakaz wyjazdu z Lublina 
05.1893 – przyjazd do Krakowa 
27.03.1894 – ostateczne rozstanie ze Sługami Jezusa 
15.04.1894 – założenie w Krakowie Zgromadzenia Służebnic Najśw. Serca Jezusowego 
02.07.1894 – obłóczyny i przybranie nowego imienia: Klara 
02.07.1895 – wieczysta profesja zakonna
07.02.1916 – śmierć 
25.03.1994 – otwarcie procesu beatyfikacyjnego 
23.01.1995 – przeniesienie ciała z Cmentarza Rakowickiego do bocznej kaplicy kościoła sióstr sercanek

Ludwika Szczęsna przyszła na świat w Cieszkach (pow. Mława) jako czwarte z pięciorga dzieci w ubogiej rodzinie Antoniego Szczesnego i Franciszki Skorupskiej. Rodzice, nie mając własnego gospodarstwa rolnego, utrzymywali się z pracy najemnej. Ojciec Ludwiki, będąc człowiekiem pracowitym i troszczącym się o materialne potrzeby rodziny wielokrotnie zmieniał charakter podejmowanej pracy, co wiązało się z koniecznością licznych przeprowadzek i naznaczyło jej dzieciństwo wędrówką i brakiem stabilizacji. Mała Ludwika nie miała możliwości uczęszczania do szkoły. Czytać i pisać nauczyła się od wędrownych nauczycieli. Rodzice, wiedząc, że nie będą w stanie zapewnić dzieciom utrzymania w ich dorosłym życiu, kładli nacisk na przygotowanie do pracy zarobkowej. Dla córek tą pracą było krawiectwo, które Ludwika dobrze opanowała.
Pomiędzy rokiem 1870 a 1873 rodzina Szczęsnych przeprowadziła się na małą kolonie Borczyny. Tam we wrześniu 1875 r. zmarła matka dwunastoletniej, wówczas, Ludwiki. Dziewczynka przeżyła tę śmierć bardzo dotkliwie i zapewne to właśnie wtedy pogłębiło się jej nabożeństwo do Matki Najświętszej, której sanktuarium znajdowało się w niedalekim Żurominie. Już wcześniej bywała tam z rodzicami, a odkąd zabrakło matki ziemskiej, sama często modliła się przed słynącym łaskami obrazem. Więź z Maryją zacieśniała się tym mocniej, że niezbyt dobrze układały się jej relacje z młodą, osiemnastoletnią macochą, która zajęła w domu miejsce matki zaledwie cztery miesiące po jej śmierci.
Na podstawie legitymacji z 1878 r., gdy miała 15 lat, możemy powiedzieć, że Ludwika była urodziwą panienką: wzrostu średniego, o regularnych rysach twarzy, niebieskich oczach, jasno-kasztanowatych włosach. Musiała się podobać... Chociaż była biedna, to jednak jej osobiste zdolności i walory charakteru: pobożność, pracowitość, roztropność, łagodność... zalecały ją jako dobrą partię do małżeństwa. Nic więc dziwnego, że gdy miała siedemnaście lat, ojciec postanowił wydać ją za mąż. Była to dla ojca sprawa tym bardziej nagląca, że jego młoda żona chciała pozbyć się Ludwiki z domu.
Gdy przedstawił córce swój zamiar, ta upadła mu do nóg, prosząc, by nie zmuszał jej do zamażpójścia, gdyż dawno już ostanowiła oddać się na służbę Bogu. Ojciec widząc w tym dziewczęcy kaprys, kazał przygotowywać wyprawę i naznaczył dzień ślubu. Wówczas Ludwika, ratując wolność sumienia, uciekła z domu i udała się do Mławy, oddalonej 35 km od Lubowidza.

Z okresu mławskiego nie jest znany żaden szczegół jej życia. Można tylko przypuszczać, że utrzymywała się z szycia, gdyż była dobrą krawcową. Musiał to jednak być okres pogłębionej refleksji duchowej, skoro po sześciu latach tej „ukrytej młodości” nie tylko nie cofnęła się z dziewczęcego postanowienia poświęcenia się Bogu, ale szukała sposobu zrealizowani go.
W związku z prowadzoną po upadku powstania styczniowego restrykcyjną polityką władz zaboru rosyjskiego wiele klasztorów i zgromadzeń zakonnych Królestwa Polskiego uległo rozwiązaniu, innym zabraniano przyjmowania nowych członków. Pomimo licznych trudności właśnie w tym okresie powstało 26 stowarzyszeń tercjarskich, z których uformowało się 16 zgromadzeń zakonnych, działających po dziś dzień. Ich założycielem był bł. Honorat Koźmiński, przez wiele lat apostołujący w Zakroczymiu. Jednym z takich działających w ukryciu zgromadzeń honorackich były Sługi Jezusa, założone w Warszawie w 1885 r. Ich zadaniem apostolskim była praca wśród służących.
W drugiej połowie sierpnia 1885 r. Ludwika Szczęsna uczestniczyła w rekolekcjach, prowadzonych dla dziewcząt przez o. Honorata. Podobnie jak wiele innych przedstawiła mu swe pragnienie poświęcenia się Bogu w stanie zakonnym i została skierowana do nowego Zgromadzenia Sług Jezusa.
Po skończonych rekolekcjach o. Honorat skontaktował Ludwikę z przełożoną, m. Eleonorą Motylowską. O tym spotkaniu tak po trzydziesty latach wspominała m. Motylowska: W tym czasie przyjechała na rekolekcje z Mławy biedna panienka, zajmująca się szyciem, Ludwika Szczęsna. Z całą prostotą oświadczyła pragnienie służenia Bogu, wszystkie fraszki światowe służące do próżności spaliła i okazała gotowość pojechania ze mną, nawet nie dopytując, gdzie ją zawiozę. Podobała mi się niezmiernie jej szczerość, męstwo w zerwaniu ze światem i oddanie się Bogu...

Dnia 8 grudnia 1886 r. Ludwika rozpoczęła w Warszawie nowicjat. Odbywała go, szyjąc w pracowni krawieckiej, która służyła jednocześnie jako miejsce spotkań z dziewczętami. Już jako nowicjuszka dała się poznać od najlepszej strony. Jak relacjonuje jej towarzyszka, s. Alojza Rostkowska Ludwika miała dużo prostoty i pogody. Była cicha, pełna miłości dla wszystkich. Te cnoty i zalety zewnętrzne czyniły z niej bardzo miłą i ujmującą siostrę oraz dobrze wpływającą na służące.
Po roku nowicjatu s. Ludwika złożyła obietnicę wierności, a po następnych dwu latach, 8 grudnia 1889 r. – pierwsze śluby zakonne. Śluby te miały charakter prywatny, ponieważ Zgromadzenie Sług Jezusa nie miało jeszcze w tym czasie zatwierdzenia ze strony Kościoła. Było wspólnotą tercjarską, zorganizowaną na sposób życia zakonnego.
W październiku 1899 r. przełożeni Sług Jezusa powierzyli s. Ludwice obowiązki przełożonej w nowo otwartej placówce w Lublinie, gdzie prowadzono pracownię krawiecką i zakonspirowane apostolstwo wśród służących. Gdy doszło to do uszu gubernatora, w domu Szczęsnej zarządzono rewizję. Szczęśliwie zeszyt Ustaw Zgromadzenia zaczepił się na górnej listewce szuflady i nie został dostrzeżony. Żandarmi znaleźli jedynie katechizm, który był drukiem dozwolonym. Nie mniej jednak kazano jej, jako podejrzanej, w ciągu trzech dni wyjechać do Mławy, skąd po otrzymaniu paszportu wróciła do Warszawy. Przełożeni byli bardzo zaniepokojeni wydarzeniem, które miało miejsce w Lublinie i obawiali się wykrycia przez carską policję zgromadzeń zakonnych o. Honorata. Dla ostrożności s. Ludwika niemal każdą noc spędzała w innym miejscu.
Tułaczy tryb życia bardzo ją wyczerpywał, a Zgromadzeniu, zwłaszcza m. Eleonorze i o. Honoratowi, sprawiał kłopot i zmartwienie. Na szczęście stan zagrożenia nie trwał zbyt długo, ponieważ nadarzyła się okazja wysłania s. Ludwiki do Krakowa, pod zabór austriacki...

Okazją, o której mowa, była prośba, jaką wystosował do o. Honorata „podstarszy” Bractwa Najświętszej Maryi Panny Królowej Korony Polskiej, ks. Józef Sebastian Pelczar. Pragnął on, by zarząd prowadzonego przez Bractwo przytuliska dla służących spoczął w rękach osoby Bogu poświęconej, a dowiedział się, że w Warszawie istnieje Zgromadzenie Sług Jezusa, które stawia sobie za cel właśnie opiekę nad służącymi.
W kwietniu 1893 r. Szczęsna wyjechała z Warszawy. Przed kordonem granicznym wysiadła i znalazła zacnych ludzi, którzy ułatwili jej przejazd przez granicę. Przyjechawszy do Krakowa, z całą gorliwością poświęciła się obowiązkom ochmistrzyni przytuliska, które znajdowało się przy ul. Mikołajskiej 11. Z czasem dojechały jeszcze dwie siostry: Faustyna Rostkowska, nowicjuszka, oraz Anna Deleżek, postulantka.
Ks. Pelczar często przychodził do przytuliska, interesował się pracą sióstr. Widział także inne potrzeby, innych ludzi potrzebujących pomocy: robotnice fabryczne i chorych przebywających w domach bez należytej opieki. Zaczęła w nim kiełkować myśl o poszerzeniu zadań i przywdzianiu habitów przez siostry krakowskie, gdyż w Krakowie (w przeciwieństwie do Warszawy) było to możliwe. Początkowo wydawało się, że optymalną sytuacją będzie stworzenie w Galicji nowego zgromadzenia zakonnego, które opiekowałoby się służącymi i pielęgnował chorych i połączenie go z ukrytym Zgromadzeniem Sług Jezusa, działającym w Królestwie. Jednakże, pomimo wielu projektów i prób okazało się, że takie rozwiązanie nie jest możliwe. Gdy przełożona Sług Jezusa przyjechała na przełomie marca i kwietnia do Krakowa, nastąpiło ostateczne rozstrzygnięcie: Anna Deleżek odjechała z m. Motylowską do Warszawy, zaś s. Ludwika Szczęsna i s. Faustyna Rostkowska opowiedziały się za pozostaniem w Krakowie i kontynuowaniem zadań zarysowanych przez ks. Pelczara. Dzięki tej decyzji Ludwiki Szczęsnej ks. Pelczar miał na kim się oprzeć w budowaniu nowego dzieła, a ona sama zaczęła spełniać rolę Współzałożycielki i Matki tworzącego się Zgromadzenia.
Wybór, jakiego dokonały s. Ludwika Szczęsna i s. Faustyna Rostkowska nie był podyktowany nastrojem chwili, lecz głęboko przemyślany. Był on połączony z dotkliwym cierpieniem s. Ludwiki, gdyż kochała ukryte Zgromadzenie i żywiła serdeczną wdzięczność i szacunek dla m. Motylowskiej. Jednakże z jednakże, widząc możliwość prowadzenia jawnego życia zakonnego i niesienia pomocy nie tylko służącym ale i robotnicom fabrycznym oraz chorym, w okolicznościach życia odczytała skierowane do niej wezwanie Boże.

Po wyjeździe m. Motylowskiej ks. Pelczar wyjaśniał ustawy mającego powstać Zgromadzenia dwunastu kandydatkom, które prosiły o przyjęcie. Pierwszymi z ich były: Ludwika Szczęsna i Faustyna Rostkowska. Formalne założenie Zgromadzenia nastąpiło 15 września 1894 r. W imieniu wszystkich s. Ludwika odczytała akt ofiarowania się Najświętszemu Sercu Jezusowemu; ją też mianował Założyciel przełożoną Zgromadzenia na okres trzech lat.
Dnia 2 lipca 1894 r. s. Ludwika otrzymała habit Służebnicy Najświętszego Serca Jezusowego oraz imię zakonne „Klara”. Znaczenie tego imienia tak wyjaśniał Założyciel: Św. Klara nie tyle ustami, ile przykładem swoim zaprawiała pierwsze swoje córki zakonne w życiu bogomyślnym, bo jej życie było wzorem dla wszystkich. Czegoś podobnego, acz na małą skalę pragnę od Siostry Klary i tego też jej życzę [...]; wiem bowiem, że nie ma nic lepszego, jak służyć Panu Bogu całym sercem i drugich do tej służby pociągać.
Sześć następnych postulantek rozpoczęło nowicjat 8 lipca, jeszcze inne we wrześniu i grudniu. M. Klara – sama będąc nowicjuszką – była jednocześnie mistrzynią dla współsióstr. Świadomość, że od jej osobistej dojrzałości i pracy nad innymi zależy duch Zgromadzenia teraz i w nastepnych pokoleniach, pobudzała ją do coraz większych wysiłków i ofiar. Praca formacyjna odbywała się w bardzo trudnych warunkach. Nowicjuszki nie mogły w ciszy klasztornej przygotowywać się do życia zakonnego, gdyż całe ówczesne Zgromadzenie odbywało nowicjat i równocześnie pełniło swe posłannictwo wobec służących, robotnic i chorych. Przed m. Klarą – mistrzynią i przełożoną – stało bardzo ważne zadanie duchowego formowania nowicjuszek na Służebnice Serca Bożego. Pełniła tu rolę duchowego transformatora, który przetwarzał wskazania Założyciela na praktykę życia zakonnego, skoncentrowanego na tajemnicy Najświętszego Serca Jezusowego. Wrażliwa na łaskę i wolę Bożą nie wahała się przedstawiać mu także swoich doświadczeń i sugestii.
Dnia 2 lipca 1895 r., po odbyciu rocznego nowicjatu, m. Klara Ludwika Szczęsna złożyła na ręce ks. Pelczara wieczyste śluby zakonne. Osiem dni później cztery inne siostry złożyły śluby roczne.
Matka Klara była mistrzynią nowicjuszek przez kilka lat po założeniu Zgromadzenia, natomiast przełożoną była zawsze. Gdy w roku 1907 obradowała I kapituła generalna, m. Klarę wybrano jednogłośnie na przełożoną generalną. Na drugiej kapitule wybrano ją ponownie. Podczas jej życia zgromadzenie rozwijało się prężnie i podejmowało coraz to nowe rodzaje prac, zgodnie z potrzebami Kościoła i społeczeństwa. Do początkowej opieki nad służącymi, robotnicami i chorymi przebywającymi w domach, doszła praca w szpitalach, prowadzenie ochronek i szkół, kursów kroju i szycia oraz katechizacja w tych wsiach, do których nie mogli dotrzeć kapłani.

Matka Klara była chora przez prawie całe życie. Chorobę płuc, nowotwór, niedomagania pracy serca znosiła spokojnie, z opanowaniem, widząc w nich krzyż, który należy chętnie przyjąć.
Podczas ostatniej choroby uwydatnił się u niej cały zasób cnót, zwłaszcza duch pokory i zaparcia siebie. W najcięższych cierpieniach nie domagała się niczego, ze wszystkiego była zawsze zadowolona, za wszystko wdzięczna... Gdy siostry chciały odprawiać razem z Matką nowennę o jej zdrowie, odpowiedziała: Nie trzeba się modlić o zdrowie dla mnie, tylko o wypełnienie doskonałe świętej woli Bożej.
Jak wspomina s. Alojza Rostkowska, na kilka dni przed śmiercią Matka Klara została pocieszona i umocniona widzeniem św. Józefa, którego czciła przez całe życie. Zmarła świętą śmiercią 7 lutego 1916 roku, o godz. 12 w południe. Miała 53 lata. Przełożoną Zgromadzenia była 22 lata.

Matka Klara pozostała głęboko w pamięci i w sercach sióstr. Choć było w Zgromadzeniu wiele dobrych, ofiarnych i świątobliwych sióstr, to właśnie ją ogół sióstr uważał za świętą.
Od wielu lat nasze serca wypełniało gorące pragnienie i modlitwa, aby m. Klara Szczęsna mogła być wyniesiona do chwały ołtarzy. To pragnienie zaczęło przybierać realne kształty, gdy w jubileuszowym roku stulecia Zgromadzenia, 25 marca 1994 roku, ks. kardynał Franciszek Macharski dokonał w Krakowie otwarcia procesu beatyfikacyjnego służebnicy Bożej m. Klary Ludwiki Szczęsnej. W następnym roku, 23 stycznia 1995 r. jej doczesne szczątki zostały przeniesione z Cmentarza Rakowickiego i umieszczone w bocznej kaplicy kościoła sióstr sercanek w Krakowie.
W swojej książce pt. Matka Klara Ludwika Szczęsna o. Cecylian Niezgoda OFMConv. słusznie zauważył: Lubimy w naszych potrzebach zwracać się wprost do najwyższych instancji, do Serca Bożego jako tronu łaski, do Serca Maryi jako wszechpośredniczki i szafarki, a jakoś uchodzą naszej uwadze pośrednicy pokorni, a przecież tak nam bliscy, do których zapewne należy M. Klara Szczęsna. To uciekanie się do małych dusz ma za sobą rację teologiczną – ich wspólnotę z Bogiem w Trójcy Jedynym; rację eklezjalną – święte ich obcowanie z nami w Chrystusowym Kościele; rację psychologiczną – więź życiową z nami, która przecież z ich śmiercią doczesną nie zerwała się, ale się uświęciła i utrwaliła. Tylko, że modlitwa do owych „małych” świetych wymaga od nas „małości” ducha, czyli pokory i prostoty, jaką miała nasza Matka Klara!
|